Poezja-01     Poezja-02     Poezja-03     Poezja-04     Poezja-05     Poezja-06     Poezja-07     Poezja-08     Poezja-09     Poezja-10     Poezja-11    
Kącik poetycki

Stanisław Rudnicki

MARNOTRAWNY SYN

W Pięknej, żyznej okolicy,
Przy głównej, Prostej ulicy,
Stał dwór wielki i wspaniały,
Zamożny i okazały

A dziedzicami posiadłości
I żyznych rozległych włości,
Był ojciec i dwaj synowie.
Cieszyli się dobrym zdrowiem,
Żyli zgodnie, pracowali,
Swoje dobra pomnażali.

Nie wiadoma jest przyczyna,
Co pchnęło młodszego syna,
Że on szorstko natarczywie
Zażądał od ojca chciwie:

"Ojcze rozdziel posiadłości,
Oddaj mój dział majętności!
Dość mam twego zarządzania!
Ja nie jestem od słuchania.
Dłużej nie chcę być przy tobie.
W świecie sam poradzę sobie"

Ojciec prosił, błagał syna,
Lecz syn to skwitował drwiną.
W końcu ojciec dał synowi,
Jego udział majątkowy.
A on wziąwszy wszystko rad,
Odjechał w daleki świat

Tam mając pełne kieszenie,
Spełniał każde swe życzenie
Dobrał sobie kumplów wiele
Na co dzień i na niedzielę.
W dobranym wesołym kole
Zasiadał przy sutym stole,
Gdzie nie brakło gorzkiej-mocnej.
To znów "damy z służby nocnej"
Czarująco go wabiły.
Przy tym bardzo go kusiły
Gry i "cuda świata tego."
Wkrótce potem - nic dziwnego,
Że przez swe uciechy różne,
Miał kieszenie całkiem próżne.

Wówczas życie się zmieniło:
I przyjaciół już nie było,
Przestał być lubiany, modny,
Co raz częściej bywał głodny.

Zaczął myśleć "dość próżnować,
Muszę trochę popracować.
Ale jak się wziąć do tego,
Jak się nie umie niczego?
Dotąd żyło się jak w złocie,
Kto to myślał o robocie?"

Gdzie się najął - tak pracował,
Że nikt więcej nie przyjmował.
Zobaczył, że z głodu zginie,
Więc uprosił się paść świnie.

Zarabiał wciąż bardzo mało
Jeść mu nadal brakowało.
Teraz zjadłby już w najlepsze
Młót, który jadały wieprze,
Lecz i tego mało było.
Tak, srogo się życie mściło.

Głodny, nędzny, wychudzony,
Poznał to, że jest zgubiony.
Przypomniał dom ojca swego,
Jak tam wiele miał dobrego...

Z żalem płakał po kryjomu: -
"Przecież w mego ojca domu,
Sługa ma dość chleba miodu..
A ja syn umieram z głodu.
Wstanę i pójdę do ojca!
Choć jestem grzesznik i zdrajca.
Powiem mu: ojcze zgrzeszyłem.
Na łaskę żadną nie zasłużyłem
Nie godzien zwać się twym synem
Przyjmij jak sługę bo zginę

Czasu więcej nie marnował, -
Zabrał się i powędrował
W rodzinne, ojczyste progi.
"Jak spotka mnie ojciec drogi?'"

A ojciec?... zmartwiony wielce,
Za synem boli go serce.
W nocy nie śpi, tęskni, płacze:
"Gdzie mój syn? czy go zobaczę?"
Wychodzi na drogę - czeka...
Aż zobaczył, że z daleka,
Jakiś żebrak się przybliża.
Ojciec oczom niedowierzy:
"Kogo on mi przypomina?...
Czy nie jest to postać syna?"

Mimo lat swej sędziwości,
Ojciec z bólu i z radości
Zaczął biec naprzeciw syna.
"Jesteś biedna ma dziecino!"
Objął go, ściska całuje...
A syn a płaczem mu wyznaje:
"0jcze, tak ciężko zgrzeszyłem..
Wracam choć wszystko straciłem.
Nie godzien zwać się twym synem,
Przyjm choć za sługę!- bo ginę

Ojciec win mu nie wspomina,
Przyjmuje go w dom za syna.
Sługom wydał polecenie:
"Dajcie nowe mu ubranie"
Włóżcie obuwie na nogi
A na rękę pierścień drogi! -
Zabijcie najtłustsze cielę,
Mamy wielkie dziś wesele:
Syn mój był umarły przecie
Dziś ożyło moje dziecię.
Był w tym świecie zagubiony,
Dzisiaj jest odnaleziony!

Wszyscy bardzo się cieszyli,
Ucztę wielką wyprawili.
Obchodzono to przyjęcie
W uroczystym wielkim święcie.
Radość śpiewy i muzyka
Rozlegały się daleko.

Kiedy się to wydarzyło,
Starszego syna nie było
W tym czasie w rodzinnym kole,
Wyjechał daleko w pole:
Kosił zboże, zwoził młócił
I nie wiedział, że brat wrócił.

Pod wieczór, gdy z pola spieszył,
Dostrzegł, że cały dom cieszy.
Zatrzymał się bliżej, słucha:
W domu śpiewy radość ducha,
Gra orkiestra, aż dudniło.
Bardzo go to zadziwiło:

Przywołał sługę i pytał: -
Czy sam król do nas zawitał?"
Sługa - stary poczciwina -
Klaszcząc wołał: "o nowina!"
"Raduj się mój panie drogi!
Wrócił dziś w ojcowskie progi -
Brat twój młodszy. - To mój panie,
Na jego cześć - przywitanie

Wieść tę przyjął jak trzask gromu.
Nadął się, nie wszedł do domu.
"Jak to? - mruczał - ojciec za to
Sprawia ucztę tak bogatą,
Że mój brat wszystko zmarnował
A co ja mam? - ja tak pracował...

Wyszedł ojciec, rzekł w miłości:
"Synu chodź! - dziś dzień radości!"
A on ojcu z żalem na to:
"Byłem z tobą całe lata,
Pracowałem od dziecięcia,
Nie dałeś mi i koźlęcia.
Nikt się ze mną nie radował.
A brat dobra twe zmarnował
Ty mu ucztę sprawiasz za to."
Ojciec odpowiedział na to:
"Synu! ty zawsze jesteś ze mną
I masz tę cząstkę przyjemną,
Że wszystkie bogactwa moje,
Równocześnie są i twoje.
Lecz trzeba się cieszyć z tego,
Że brata masz znów żywego.
Zbłądził - a odnaleziony,
Umarł - a jest ożywiony."


Czytelniku! I ty może
Znajdujesz się o tej porze
Daleko od Ojca twego?
Dziś czym prędzej wróć do Niego!
Bóg cię kocha, chce ratować
I Swą łaską obdarować.


Kupiela 1944 r.
Poprawiono: Gliwice 18.10.1975 r.